Tako rzecze Zaratustra/Pieśń grobowa

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Friedrich Nietzsche
Tytuł Pieśń grobowa
Pochodzenie Tako rzecze Zaratustra
Wydanie nowe
Data wydania 1922
Wydawnictwo Towarzystwo Wydawnicze „Ignis” S. A.
Druk Drukarnia Narodowa w Krakowie
Miejsce wyd. Toruń, Warszawa, Siedlce
Tłumacz Wacław Berent
Źródło Skany na Commons
Inne Cała część druga
Pobierz jako: Pobierz Cała część druga jako ePub Pobierz Cała część druga jako PDF Pobierz Cała część druga jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron

PIEŚŃ GROBOWA

„Tam leży wyspa grobów milcząca; na niej są też i groby młodości mej. Niewiędnący wieniec życia zaniosę tam“.
Co postanowiwszy w sercu swojem, przeprawiłem się przez morze. —
O, wy, młodości mojej oblicza i zjawy! O, wy, wejrzenia miłości, o boskie wy mgnienia! Jakżeście rychło mi pomarły! I oto wspominam was, jak nieboszczyków swoich.
Od was to, najdrożsi zmarli, zawiewa ku mnie błogość, co serce i łzy zniewala. Zaprawdę, wstrząsa ona do głębi i zniewala serce samotnego żeglarza.
Otom jest wciąż jeszcze najbogatszy i najbardziej zazdrości godny — ja, najbardziej samotny! Gdyż ja miałem was przecie, zasię wy macie mnie jeszcze: powiedzcież, komu padły, jako mnie, takie jabłka różane z drzewa?
Otom jest wciąż jeszcze waszej miłości dziedzicem i światem jej całym, ku waszej pamięci kwitnący w barwiste, dziko wzrosłe cnoty, o wy serdecznie umiłowani!
O, wszak my stworzeni byliśmy do bliskiego współżycia, wy miłe, dziwne cuda; bo nie jak ptactwo płochliwe zbliżacie się ku mnie i ku mojej żądzy, — szliście, jako idą żałobnicy ku żałobnikowi!
Ku wierności niezłomnej stworzeni byliście jako i ja, i ku tkliwym wiecznościom: mamże was teraz wedle sprzeniewierzeń waszych zwać, boskie wy wejrzenia i mgnienia: otom nie nauczył się jeszcze innych dla was imion.
Zaprawdę, za wcześnie pomarliście mi, zbiegowie pierzchliwi. Wszakże ani wy odbiegliście mnie, anim ja was nie opuścił: bez winy jesteśmy wobec siebie w sprzeniewierzeniu swojem.
Aby mnie zabić, duszono was, ptaki śpiewające mej nadziei! Ku wam, umiłowaniu memu, padała zawsze strzała złośliwości, aby w nie serce trafić!
I trafiała przecie! Wyście to wszak byli zawsze mego serca miąższą, władaniem i obezwładnieniem mojem: dlatego też umrzeć musieliście za młodu — i nazbyt wcześnie!
W coś najboleśniej urażliwego ze wszystkiego, com posiadał, miotano strzały: wyście to byli, wy, których naskórek jest jako puch wrażliwy, lub jak ów uśmiech, co od jednego spojrzenia zamiera!
Lecz to słowo chcę wrogom swoim rzec: czemże są wszystkie morderstwa ludzkie wobec tego, coście mnie uczynili!
Rzecz gorszą uczyniliście mi, niźli wszystkie morderstwa ludzkie; rzecz niepowetowaną odebraliście mi: — wam to mówię, wrogowie moi!
Zamordowaliście mi mej młodości oblicza i umiłowane cuda! Rówieśników dziecięctwa odebraliście mi, te duchy, drogie pamięci mej! Dla ich uczczenia składam ten wieniec i klątwę tę.
Tę klątwę na wasze głowy, wrogowie moi! Wyście to wszak uczynili mą „wieczność“ kruchą, niczem glina, co pęka w mroźną noc! Zaledwie jak olśnienie boskich oczu nawiedziło mnie ono, — jak oka mgnienie!
Temi słowy mówiła raz w dobrą godzinę ma czystość: „boskiemi niechże mi będą wszystkie istoty“.
Wówczas opadliście mnie brudnymi upiory; och, dokądże pierzchła owa dobra godzina!
„Dnie wszystkie niech mi uświęcone będą“ — mawiała niegdyś mądrość mej młodości: zaprawdę, radosnej mądrości to mowa!
Lecz wówczas ukradliście mi, wrogowie, nie noce, aby je zaprzedać męce bezsennej: och, dokądże pierzchła owa mądrość radosna?
Pożądliwie wyglądałem niegdyś z ptasich polotów wróżebnych znaków szczęścia: wonczas wywiedliście mi w poprzek drogi potwora — sowę ohydną. Och, dokądże pierzchło nie tkliwe pragnienie?
Ślubowałem niegdyś wyrzec się wszelkiego wstrętu: i oto zamieniliście mych bliskich i najbliższych we wrzody ropne. Och, gdzież się podziała najszlachetniejsza ma objata?
Jak ślepiec szedłem niegdyś błogosławioną drogą: wonczas rzucaliście plugawstwa ślepemu na drogę: i oto obmierził sobie starą ścieżkę ślepca.
A gdym najcięższy rzecz czynił i swych przemożeń zwycięstwa święcił: zdziałaliście tak, iż ci, których miłowałem, zawodzić jęli, iż im to sprawiam ja ból najdokuczliwszy.
Zaprawdę, takiemi były zawsze zdziaływania wasze: zatruwaliście mi żółcią nie najlepsze młody i pilność mych pszczół najskrzętniejszych.
Memu miłosierdziu nasyłaliście zawsze najbezczelniejszych żebraków; wokół mej litości czyniliście zawsze natłok nieuleczalnie bezwstydnych. I tak okaleczyliście mą cnotę na jej własnej wierze.
A gdym swą największą świętość na ofiarę złożył, wasza „pobożność“ dołożyła czemprędzej nieco swych tłustych datków: tak, że w wyparach waszych tłuszczy zdusiła się ma żertwa najświętsza.
I zatańczyć chciałem niegdyś, jakem nigdy jeszcze nie tańcował: poprzez wszystkie nieba w tan pójść chciałem. Wówczas podmówiliście najdroższego mi śpiewaka.
I oto wszczął pieśń ohydną, zahuczała mi ona w uszach, jako głuchy róg!
Śpiewaku morderczy! złośliwości narzędzie! ty najniewinniejszy! Otom stał już w pogotowiu do najlepszego tańca: zamordowałeś nutą swoją nie zachwytne natchnienie!
W tańcu tylko wypowiadać potrafię najwyższych rzeczy przenośnie: — i oto ma najwyższa nadzieja utkwiła niewypowiedziana w członkach mych!
Niewypowiedziana i niewyzwolona pozostała ma najwyższa nadzieja! A zmarły mi wszystkie oblicza i ukojenia młodości!
Jakżem ja to zniósł? Jakżem przebolał i zmógł takie dopuszczenia? Jakże powstała ma dusza z tych grobów?
Jest we mnie coś nierannego, co się pogrześć nie da, a skały kruszyć zdolne: zwie się to mą wolą. Milcząc kroczy ona niezmienna przez lata.
W swoim pochodzie na moich nogach kroczyć ona pragnie, wola ma stara; hartownego jest ona ducha i nierannej siły.
Nieranny jestem jedynie na pięcie. Wciąż żyjesz ty mi jeszcze, ma wolo, i zawsześ mi jednaka, — ty przenajcierpliwsza! Zawszeć przebijałaś mi się poprzez wszystkie groby!
W tobie żyje jeszcze wszystko dotychczas niewyzwolone z mej młodości; jak młodość i życie siedzisz, nadziei pełna, na żółtych rumowiskach grobów.
Jesteś mi wciąż jeszcze grobów wszystkich burzycielką: chwała ci, ma wolo! A gdzie groby, tam tylko bywają zmartwychpowstania. —

Tako rzecze Zaratustra.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Friedrich Nietzsche i tłumacza: Wacław Berent.