Styczeń (Grochowiak, 1978)

From Wikiźródła
Jump to navigation Jump to search
<<< Dane tekstu >>>
Autor Stanisław Grochowiak
Tytuł Styczeń
Pochodzenie Wiersze wybrane
Wydawca Spółdzielnia Wydawnicza „Czytelnik”
Data wydania 1978
Druk Zakłady Graficzne „Dom Słowa Polskiego”
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
Styczeń


Jeszcze grudniem się słoci, lecz w styczniowe Idy
Wrósła śniegu zaplata w kostne światowidy.
Jeden patrzy drugiemu na tors bez oblicza,
Północy szuka wschodni. Wschód Zachód oblicza.
Wszakże tylko bieguny zna równina śniegów,
Poskromiła podróże w narkotycznym śnie głów.

Nowe drogi sznuruje mistrz niedbały — basior,
Żagiew ognia u pyska zapalił mu Hasior.
Ten się jeden co urwał z lodowatej smyczy,
Śmigłym smykiem skomlenia po pustkowiach smyczy,
Czasem oko wytęży, z ironią przystanie,
Jako sanie się trudzą: tutaj nie — i tam nie.

Dymy z chałup — jedyne wiorsty dla wędrowca,
Co jak owca się błąka po znojnych manowcach.
Dawno z mrozu się odął giętki wicher bata,
Dla furmana gorzałka, dla podwik — herbata.
Ale z dębów jest łomot. Pies też przymarzł do wrót.
Dobrzy ludzie w pierzynach. Najeźdźcom wciąż odwrót.





Tekst udostępniony jest na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.