Strona:Zygmunt Różycki - Wybór poezji.djvu/193

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
III.

Przeszedłem dziś przez wązką, w głąb idącą ścieżę,
Obrosłą w złoty groszek i spirei puchy,
Wtem drogę mi ktoś przebiegł — szelest słyszę głuchy —
Lecz nie był to ni człowiek, ani ptak, ni zwierzę.

Furknęło coś, przebiegło może o trzy kroki,
Znikając w pośród olszyn bez żadnego śladu —
I znowu na rozległą dal mojego sadu
Usiadła martwa cisza i spokój głęboki.

Poszedłem ścieżką dalej, idę w niemej trwodze
W boczne skręty alei, w olch urocznych stronę,
W gęstych, smukłych zaroślach po kolana brodzę

I drżący nasłuchuję, każde drgnienie chłonę...
Wtem światło jakieś drgnęło, lecz natychmiast zgasło.
Czyżby to było jakieś umówione hasło?...