Strona:Zielinski Historia Polski-rozdzial10.djvu/011

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wprawdzie wiele z nich miało żywot bardzo krótkotrwały, czasem wręcz efemeryczny, ale nie zmienia to w sposób zasadniczy ogólnego obrazu w tej dziedzinie.
Dynamicznie rosły zarówno nakłady prasy globalne (roczne), jak i jednorazowe. Wszelkie szacunki na ten temat są jeszcze bardziej zawodne niż przy obliczaniu wzrostu liczby tytułów prasowych. Jednakże pewną orientację może tu dać zużycie roczne papieru gazetowego w Polsce. Wynikałoby z niego (przy ograniczeniu się do prasy codziennej i ukazującej się 2-4 razy w tygodniu), że według obliczeń Paczkowskiego w 1924 r. można było z tego papieru wydrukować 268 mln egzemplarzy rocznie, natomiast w 1937 r — 866 mln egz. (podobne wielkości dla lat 1935-1937 podają, opierając się na odmiennych kryteriach, i inni badacze). Oznaczałoby to przeszło trzykrotny wzrost nakładów globalnych dzienników w ciągu 13 lat. Wzrost nakładów jednorazowych, choć nie tak dynamiczny, był jednak również wyraźny. O ile na początku roku 1925 nakłady prasy codziennej (oraz ukazującej się 2-4 razy tygodniowo) nie przekraczały prawdopodobnie jednorazowo 1 mln egz., o tyle w połowie lat trzydziestych sięgały one co najmniej 1, 5 mln, a może i 2 mln egz. Dodajmy, że z tego przynajmniej 350 tys. przypadło na gazety żydowskie (w jęz. jidysz, a także — nieliczne — w jęz. hebrajskim) i na niemieckie przeszło 100 tys. (według T. Kowalaka nawet ok. 150 tys., ale bierze on pod uwagę nie tylko dzienniki, lecz „prasę polityczną” w ogóle). Na tym tle nieproporcjonalnie małe nakłady miała prasa największej mniejszości w Polsce, mianowicie ukraińskiej, która prawie do końca II Rzeczypospolitej dysponowała tylko jednym pismem codziennym „Diło” o nakładzie zaledwie 5 tys. egz. Łącznie z kilkoma pismami, wychodzącymi 2-4 razy w tygodniu, ich nakład jednorazowy (1930) sięgał zaledwie ok. 15 tys., a wraz z tygodnikami ok. 100 tys. egz. Warto jednak podkreślić, że natomiast stosunkowo liczne (choć małonakładowe) były ukraińskie czasopisma kulturalno-oświatowe i młodzieżowe. Jeszcze skromniej przedstawiała się prasa białoruska. Ustępowała ona zarówno pod względem liczby tytułów, jak i nakładów nie tylko prasie ukraińskiej, ale nawet znacznie słabszych liczebnie mniejszości, rosyjskiej i litewskiej.
Za istotną cechę, charakteryzującą tendencje rozwojowe prasy w dwudziestoleciu międzywojennym, uznać należy także rosnącą rolę prasy wielkonakładowej, docierającej do szerokich rzesz społeczeństwa w różnych regionach kraju. W 1924 r. tylko 5 dzienników biło nakłady jednorazowe powyżej 25 tys. egz. każdy (w tym tylko 1 powyżej 50 tys.), w 1936 r. było takich dzienników już 31 (w tym 13 powyżej 50 tys.). Malała więc wyraźnie rola niskonakładowej prasy codziennej (poniżej 10 tys. egz.), choć nadal jeszcze i wtedy przeważała ona swym ogólnym nakładem jednorazowym (58%) nad prasą „wielką” (19%). Reszta przypadała na prasę o średnich nakładach.
Wśród prasy wielkonakładowej czołowe miejsce zajmował krakowski „Ilustrowany Kurier Codzienny”, którego jednorazowy nakład wahał się w granicach 120-180 tys. egz., a niekiedy przekraczał 200 tys. Zawdzięczał to m. in. silnemu zapleczu finansowemu, niezwykle sprawnej organizacji i operatywnemu serwisowi informacyjnemu, zdolności przystosowania się właściciela „Ikaca”, Mariana Dąbrowskiego, do oczekiwań i życzeń czytelników..., a także „władzę dzierżących”. Już współcześni charakteryzowali IKC nieco drastycznie jako