Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/424

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Czwarty; smagły, prawie cygański, brwi zrośnięte nad nosem; posępny —:
— siedzi dotela; dziecko zabrała do siebie ciotka, niby siostra matki; pójdą dziś za trumną —
Zamilkli; uliczka pod górę, stroma, wąska.
Po chwili rozszerzyła się w nieregularny wielobok. Na przeciwnym krańcu placu budynek: garaż olbrzymi, dworzec — podłużny, półkolistym dachem nakryty; blacha; okna gęste, wysokie, ramy żelazne.
— to tu —
Już zewsząd schodziły się gromady, po czterech, dziesięciu, dwudziestu i więcej; — im bliżej hali tym gęstsze masy; w obrębie zabudowań zwarty tłum. Wewnątrz miting, odprawa raczej; dyspozycje.
Cyprjan żegna się z Maura; — miała swój przydział w sekcji przedmieść; — spotkamy się; lecz jak, gdzie? — w tej dziesięciotysięcznej masie? — w tych godzinach, z których każda waży za dwie, za rok, za wiek — ? — będziemy się szukać; zawierzmy instynktowi — —
— Cyr, jedyny Cyr — wstrząśnięta jestem do głębi; gorąca noc, w której wypiekł się chleb dzisiejszego dnia, chleb ku pożywieniu wszystkich — — idź już Cyr — — błogosławiony, który staje po stronie sprawiedliwości! — idź —

Wszedł na podium.
W olbrzymiej hali głowa przy głowie.
Cisza.
Na stole prezydialnym czarna trumna; czarna bez jakichkolwiek znaków i emblematów; naga.