Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/409

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Twoje zdrowie pani kwitnącej wyspy — — Mauro —
— twoje, Cyr —
Zadzwoniły kieliszki trącone; cyprjanowy skuknął żałośnie jak szczenię, — pękł —
— to na szczęście, Cyr —
— tak sądzisz —
— cygańska wróżba —
W żyłach ich falowała krew zmieszana z winem — — przypływ — odpływ —
Dokoła było cicho i rozlegle; świat wielki po tę drewnianą kratę porosłą winem — odgraniczającą od wszystkiego i nazawsze — świat jak wnętrze ciepłej dłoni — świat jak kolebka pachy, w którą wtula się łebek dziecka; więc ufnie.
Słowa jej teraz są jakby naprzekór tej ufności — czy odczytane długim spojrzeniem w jego źrenicach — ? —:
— no tak, to już wiem — ty nie kochałeś i nie kochasz nikogo i niczego prócz poezji i brzasku dnia jutrzejszego — to jesteś ty —
— tak — potwierdził — istotnie nie pora na zaprzeczenia —
— i nie zaprzeczaj, bo to jedno cobyś mógł powiedzieć: płeć — lecz to ani ja, ani owa, ani tamta — my całkiem czego innego chciałybyśmy od ciebie — a ty nas tylko jako zapęd twoich motorów życiowych —
— tak —
— z tobą spalamy się nagle i niebezpiecznie jak benzyna, opuszczone przez ciebie wietrzejemy jak benzyna —
— tak —