Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/404

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


barwnych tulipanów — na wysokich, giętkich łodygach — odchylają się ze szklanej czary i kłonią ku stołowi —
Rozgląda się ciekawie. Barwnie. Chusty haftowane, makaty, kilka obrazów: port: duże, wysokie, piętrzące się domy, ruchliwa powierzchnia wody, bardzo kolorowe, konturami obwiedzione; to wklisza się w pamięć. Wszystko migawkowo, bo przecież: Maura! — Tu i tam lśniący kryształ; kołdry wspaniałe, połyskliwe, jak z róż, są tego koloru poziomkowego kremu. Fotografie...
— wszędzie cię tu mam — o, Cyr —
Istotnie. Nad tapczanem, na biurku, na konsoli i jeszcze, i jeszcze — jedne wiszą, inne w zmyślnych ramkach: szkło i alabaster —
— gdy chodzę, gdy stoję, gdy leżę niespokojna i drżąca cała — gdzie się zwrócę mam ciebie, Cyprjana Fałna — o, Cyr —
— więc: Cyr? — tak to wymawiasz
— pisałam —
— słucham jak wymawiasz, jak to brzmi w twych wargach, w twych dziewczęco namarusanych wargach —
Nie usiadł jeszcze.
— chcesz się umyć? — proszę tutaj — przebierzesz się? — ja tak —
Duża łazienka; pokój spory; z wanną taką co to po schodkach; pachnidła, kremy, wody kwiatowe; ręczniki i prześcieradła z dużymi, jaskrawymi szlakami —
Poprzez plusk i szum wody słyszał krzątania