Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/372

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


moja to już wysokie napięcie, dudnienie i turkot krwi, śpiewne trzepotanie serca —
Gdzież jest odemnie szczęśliwszy na tym świecie człowiek! — Bowiem tak powiedział Cyr do Maury: „warto pisać z głębi i z dna, gdy jest sie tak wysłuchanym i zrozumianym jak przez Ciebie“ — a na to Maura odrzekła: „warto żyć, aby Ciebie miłować“ — — i będziesz, Cyr, pracował i wspaniałe nieśmiertelne stworzysz rzeczy, — ja zaś pragnę służyć ci jak najdogodniej, a specjalnie do tego, abyś — kiedy wielce strudzony zamkniesz część pracy — pomiędzy tą, a następną — gniewny i rozdarty — bez wahania, bez rozmyślania, śmiało na mnie gorycz swą wylał — wypiję milcząco, bez najmniejszego protestu, gdyż to dopiero da mi poznać prawdziwą wartość życia, życia dla ciebie, o Cyr.
— A wyładowanie takie jest potrzebne, to trzask burzy, to grom wyzwalający, to łyk dobry dla spragnionego; — a potem po kojącej już ciszy odezwie się potrzeba życia, mowa potrzebna; — bez tej pomocy — o Cyr, byłoby ciężko!
Jeszcze przed niespełna pół rokiem myślałam, że kończy się już, niestety bardzo filistersko, ten żywot mój, że zmarnieję wraz z wrzącą (wciąż: 100°) wyobraźnią, że niema nikogo, niema, któregobym nawet szukać chciała; obojętność; ta z zewnątrz: absolutna obojętność moja.
Gdy nagle (z początkiem grudnia — teraz kwiecień!) przeczytałam książkę twoją; — tej nocy nigdy niezapomnę — nawet w agonii przedśmiertnej, o ile tylko będzie szpareczka świadomości — to wypełniona będzie tą nocą. Wtedy to powiłam cię, mi-