Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/371

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dliwy stwór! — Po każdej książce nowe rozchylają się p.... — myślą, wierzą, że poeta to olbrzymi h.., który ma zapychać wszystkie dziury! — zachwyt bab! — znam ja to — znam! — po każdej nowej książce egzaltacja — po każdej nowe zapotrzebowanie na d... — tak! — zachwyt, miłość, a potem d... — — poeta! h... na histerzyce — —
Uciekł z pokoju.
A to już był przeddzień zamierzonego wyjazdu; telegramy szyfrowe mówiły, że gwatł, że już, że ani chwili! że lada moment dojdzie do...
Dał znać, że jutro.
Jutro zatelegrafował, że za trzy dni, że przecież zdąży na to najpotrzebniejsze.
Gorączka — maligna — rozdygotanie rąk — a pod czaszką dzwonienie ciągłe, ucisk i szum —
Szum nieustanny — jakby mierzwiony wichrem pierwotny bór — pełen przy poszyciu chichotu koźlonogów i dziwożon; pod czaszką.
Wtedy nadszedł od Maury spory zwitek papieru; Maura pisała:

Noc pomiędzy dniami.
Więc nie sobota!
Nic to; każdy dzień może być: sabbath — królowa Sabbath; czas między środą a czwartkiem będzie schirhaszirim — pieśnią nad pieśniami będzie; psalmem triumfalnym muezina wyśpiewanym na cześć wschodzącego słońca ze strzelistego minaretu; — piękność, mądrość, światło, szczęście, życie do mnie zawita — wszystkiemu na imię: Cyr! — tęsknota