Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/354

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


śród bezużytecznych syllogizmów możnaby wyodrębnie to jedyne sproblematyzowanie: świadomość ludzka jako odprysk świadomości wszechprzyrodniczej (jak planety są odpryskiem słońca, które więc ma w pierwszym rzędzie możliwości potencjonalne wyłonienia świadomości jako chemio-elektro-radio aktywność mózgu i tętna) — udokumentować! — czy wogóle istnieje jeszcze jaka harmonia i dysharmonia poza płcią? — stwierdzić! — czy wszystko inne z całym kompleksem spraw społecznych nic jest tylko(?) sublimacją, przewekslowaniem seksualizmu? — sprawdzić!
No tak; a tymczasem sprawy te społeczne narastały z dnia na dzień z niepospolitą siłą. Każde słowo stawało się już ważne i wyzwalające; każden akces donośny, każda deklaracja decydująca. — Nie pora już na dywagacje, na kunktatorstwa, na kokonowanie jądra prawdy jedwabiem delikatnych, subtelnych słów i długich kaznodziejskich, a więc kazuistycznych, okresów, na klerkowe zwroty, które wobec naporu decydujących zdarzeń są przewrotną blasfemią; — albo tak, albo tak. Albo po stronie reakcji fundowanej na kapitalizmie, na wszelkich faszyzmach i kryptofaszyzmach, albo po stronie frontu pracy, pełnego wyrównania sprawiedliwości, nowego człowieka...
Innego wyboru niema; wszelka połowiczność obmierzła jest, nic warta; szaleństwo! —: a możeby to?, a możeby tamto? — mnie to nie dogadza, tamtemu owo! — Odejdź! Nie tędy droga! — A może jak ów „poeta ponad tłumem“ Grosza? z śliniaczkiem na zwiotczałych genitaliach, rozśpiewany jak ta pta-