Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/349

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Drży jak w febrze, zeby szczękają; — potrząsa wątłymi ramionkami — — :
— gdzie! —
— tam — — wskazała drzwi — załkała głośno — uciekła.
Wszedł.
Na tapczanie w ich pokoju, na niebieskim kilimie — tak się nim wtedy cieszyła, na raty go kupiła — — okno zasłonięte i też niebieską storą — stąd w całym pokoju modre powietrze — — leży Mila — wydłużona, równa, biała — w tym białym szlafroku — — głowa wtulona w poduszkę batikowaną — — twarzyczkę wychudzoną otulają włosy i kwiaty jabłoni na tej poduszce malowane; — — wargi rozchylone — cudny rząd drobnych zębów, jej upojnych zębów — — ręce złożone na piersi; — — wszędzie ład i porządek i czystość nadzwyczajna — ani jedno krzesło nie odstawione; — na biurku okrągłym w majolikowej czarce stokrotki przy dziecięcej Cyprjana fotografii, i motyl, który się zbudził w zimie i zmarł; — książki, obrazy, przedmioty — wszystko tak jak wtedy, gdy tu był poraz... i ta schludność wielka, niepokojąca, ostatnia; — — — na nocnym stoliku książka — jego poezje — otwarta na stronicy przy słowach: —
— wyjdź na naszą drogę, pachnącą gór modrością, wrzosem i koniczem — tam, patrząc na zachodnią złotych zórz pożogę, pomyśl, że jestem wszystkim, ja co byłem niczym — tylko to „e“ w „byłem“ zmienione na „a“.
Obok książki ich fotografia wspólna; ona uśmiechnięta radośnie, zapatrzona w niego — tyle