Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/346

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


mózg już wie; przez gęstą sieć maligny; przeczuwa; a to znaczy: wie! — samym dnem dopiero.
— auto będzie za pięć godzin —
— wiem, wiem —
— teraz dopiero... mało znana godzina, naprawdę za wcześnie —
— tak jest właśnie dobrze —
Współlokatorzy jeszcze śpią; — więc cicho! najciszej...
— żegnaj kochany Tadeuszu, towarzyszu Neringu; dobra myśl w tobie i na nędzę ludzką czuła. I zdrowiej-że, zdrowiej!
Panno Zosiu! — (już na kurytarzu) — dziękuję, serdecznie dziękuję, za wszystko, za wszystko; — już? — tak, tak; — dlaczego? — a tak jeszcze to i owo; — dobra panno Zosiu bardzo, bardzo dziękuję —
Jeszcze tylko dyrektor szpitala; oczywiście; przecież nie można tak uciec jak z więzienia! —
Jest — ? — tak, właśnie przyszedł; — to znaczy ósma. Doskonale. — Zapukać! — Proszę; — no i taka rozmowa:, że bardzo się cieszy (tamten), że tak dbano o niego (ten); no, proszę pana to nasz obowiązek (tamten) nie prawdaż?; — no tak, lecz to znacznie więcej niż obowiązek nakazuje (ten). I jeszcze pięć zdań; dziesięć; piętnaście; więcej nie; — tamten — ten; ten — tamten. Nareszcie! -— Odprowadzania do drzwi — dobre wychowanie, elegancja, wersal; wszystkim formom towarzyskim stało się zadość.
Świeżo. Warto głęboko odetchnąć; wiosna.
Przed szpitalem stoją dorożki; pozwieszane