Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/343

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ckliwy, mdły, niepokojący — to krew — — teraz zmieniają okład z lodu — na goły, biały brzuch — widać ściśnięte uda, czarny trójkąt włosów — —
— boli — żali się Mila — bardzo boli —
Badają puls:
— wszystko dobrze, to tylko nerwy —
Po godzinie przenieśli ją do pierwszego pokoju — Cyprjan i Julek. — W poczekalni zastawili lekarze tych czekających, nowych — dużym, składanym, kilkuskrzydłowym parawanem; dyskrecja, tajemnica lekarska; — wstrząs jednak, choć posuwają się bardzo powoli, ostrożnie — bo znów krwotok silny i znów buchnął ten zapach krwi — —
W kilka tygodni później zachorował Cyprjan Fałn. A potem szpital.
Obłędny ucisk tych oto lat zelżał; zelżał też, uspokoił się i wyrównał afekt.
Mila.
Kochał ją, zapewne; zapewne też tak samo jak pierwej — tak samo, lecz o ileż równiej, spokojniej (— czy to nie znaczy: mniej —) była też tu i ta wielka przyczyna, że wszedł całą żarliwością i drapieżnością w krąg spraw społecznych; radykalnie; nieodwołalnie; czerwony krąg; stanął po wielu krzyżowych drogach jasno i wyraźnie tam, skąd już tylko jedna wiedzie droga ku wyrównaniu sprawiedliwości przez ewangeliczne wykreślenie norm współżycia człowieka z człowiekem, przez dyscyplinę socjalistyczną ku pełnemu komunizmowi, którego wiekowym rezultatem będzie wolny, świetlany anarchizm: jedyna etyczna forma bytowania ludzkiego. —