Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/337

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


flowym, okropny przyrząd, fotel rozległy i przechylony — po bokach szeroko rozstawione siodełka — to na rozkraczone nogi; i pasy do przywiązania; tortury; ohyda!
Doktór krępy, średniego wzrostu; trzydziestka; jakiś cały czarny: czupryna, wąsy — brwi zrośnięte nad nosem, a w opadzie łuku dużego sięgające aż po uszy; gęste, grube, wydatne brwi.
Naogół nawet miły człowiek ten lekarz.
Jest i drugi — starszy, niski, wzrost i cała budowa wąska, chłopięca; twarz nieproporcjonalnie duża, pomarszczona; łazi niemrawo z kąta w kąt; milczący, posępny; ciągle poszczękuje jakiemiś szczypcami czy czymś takim.
Mówi ten pierwszy, właściwy:
— pan może tu zostać podczas operacji, to się panu może przydać, obserwacja — nie? — c’est la vie —
Cyprjan rzekł, że nie.
Ten drugi lekarz:
— za dziesięć minut możemy rozpocząć —
— voila —
Ten czarny lubi takie słóweczka francuskie; poza tym jest znanym monarchistą ukraińskim; zdarza się; rozumuje: jak wskrzesić Ukrainę to z królem; socjologia jakakolwiek to dla niego mięta; po prostu są miasta i wsie, stany różne, normalnie, wszystko z sobą w zgodzie — żyć trzebno, nie? grunt zarobek; — zresztą spec w swoim zawodzie ginekologicznym.