Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/333

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— rzekł bóg: wymordujesz wszystkich mężczyzn, pojmiesz w niewolę niezapłodnione niewiasty, brzemiennym rozerwiesz brzuch i zatracisz w niej wrogi płód, dzieci wroga twego roznieś na szablach i zmiażdż ich głowy kołami wozów wojennych —
— kyrie eleison —
Tramwaj jak torpeda czasu wrzyna się w dzieje idące — załoga blednie i zasłania oczy —: dojrzała zwierzęcą, ociekającą krwią agonię ginącego świata — — a teraz jest noc — odległy świt majaczeje w zimnej przestrzeni —
Czyż doczekamy wielkiego dnia? — czy stopy nasze dotkną ziemi, wolnej, ziemi bratniej, ziemi człowieka — ? —
Tramwaj dygoce i podzwania.
Zaciśnięte pięści.
Westchnienia.
W zboczach chropowatych nasypisk czernią się gęste otwory nor, głuche i ślepe jak groby — mieszka w nich człowiek jak ty, jak ja — te same ma oczy i uszy i nozdrza, język i ręce te same, tę samą krew i ten sam mózg; lecz tętno w nim przyspieszone, a myśli jego głodnego mózgu czerwone jak odblask płonących miast, a zwą się te myśli: rozpacz, i zwą się jeszcze: nienawiść, i zwą się również: bunt!
Julek peroruje: towarzysze!... i klnie —: uświadomienia mas, oto czego się boją — psiakrew! — tyle milionów to, tyle tamto? — powiadacie? — a ja powiem, że chłopów i robotników jest dwadzieścia osiem milionów — i że...
Zamilkli.
Rozrzedza się powietrze.