Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/324

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


chunek — — nie trzeba było, perswaduje osmolony, tego wina, to najdroższe! —
— a procent? — dla artystów? — dajmy na to; no? —
Płatniczy znikł na chwilę; wrócił: dziesięć procent, powiada, tak pan dyrektor powiedział; — a widzi pan szanowny! ha! — dziesięć procent nie wiele, lecz zawsze coś; no to teraz zliczajmy mądrze i żeby pięknie —
Rustan pod upiornym gazem siedzi przy drzwiach z napisem: toaleta dla dam; — miętosi dwie kelnerki blade, niewyspane, z sinymi podkowami pod zaczerwienionymi oczami: — obmacuje je i pobełkuje:
— królowe wy moje, królowe najśliczniejsze — aha, aha, mam — a co to to to? — taki filigranik — niam, niam — ti-ti-ti-ti —
I tak dalej.
Julek podżega i karci:
— takiś pan już monarchista, królowe i królowe —
— no tak-tak, aktorzyno młoda, tak-to-tak, mój ojciec był bohater — a mnie, a ja, a mnie już tylko te królowe moje zostały — aha! widzisz — tak to jest, a tobie szczeniaku koszulę w zębach trzymać — ot — — a i tak ze mną więcej frajdy zażyją niż z tobą ringowy osiłku, prędko i źle to wasza dewiza — znam ja was —
Zaraz wrócił do swej przyśpiewki stałej — coraz lubieżniej ściskał oburącz pośladki kelnerek, między uda rękami się pchał i koronował bidule, sharowane i oklapnięte, po setki razy.