Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/315

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nym oparze, z którego wyłyskiwały uda, pośladki, brzuchy, piersi, plecy — rozdrgane, zatańczone, wynurzające się —
— to wszystko królowe moje najdroższe —
Po chwili wyproszczonej medytacji — :

— legł w sześćdziesiątym trzecim, dziś zapomniany grób —
nikt wieńców mu niedawał, nie rzucił kwiatów, świc —
mój ojciec był bohater, a ja jestem nic —
— ja się rumienię, wstydzę, wstyd biorę wasz do lic —
mój ojciec był bohater, a ja to jestem nic —


Rozpłakał się.
Lewą ręką przeleciał zygzakiem ponad głową i stołem — opadła, jak zestrzelony ptak, między kieliszki — rozbiła jeden — polało się wino — krzyknął —
— gówno jestem! — i wy też! wszyscy — Z buksy dyrektorskiej pierdnęło: ppach —
— gówno jesteście! — trzepnęło w salę.
Dojrzał Rustan przez opar pijaństwa Jankę drzemiącą w kącie kanapy — podsunął się — ucałował jej bezwładną rękę, pomoczył ją łzami —:
— wybacz, ty nie, o nie, — ty? — o królowo ty moja —
Uśmiechnął się ku tym tam na parkecie tańczącym — zaszeptał — :
— królowe moje najsłodsze — dupinki cacane —
Julek do Cyprjana:
— jak on już z tym ojcem, wie pan, bohaterem, a że on to nic, wyjeżdża, znaczy się urżnięty total-