Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/303

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dla mnie podnosisz wysoko piękne nogi i dłońmi podtrzymujesz uda — żeby głębiej — pod serce —
— tak — tak — dla ciebie — tylko — dla ciebie jednego —
— nie kłam! —
Reszta myśli rozpuściła się, jak ołów w ogniu, w jękach, zdyszeniach, w rozkoszy.
— na chwilę, na chwilę, An jedyny — podnieś się, zelżyj, odetchnąć — —
Chciwie pełnymi ustami chwytała powietrze.
Rozpoczęły się długie naszepty, wykwitające z nocy jak rozwarte kwiaty magnolii — słowa gruchające, pełne napięć elektrycznych i rozładowań, słowa jedyne w życiu, niezastąpione, — ukrywane przez złych, jawne wszystkim dobrym, więc tym, którzy wiedzą, że w nich, tych słowach najgorętszych, są początki mowy ludzkiej, czar jej i pierwotność —, że w nich też są rozsadniki wszelkiej poezji, wszelkiej wiedzy i wszelkich dokonań życiowych, że one jedyne wyrażają pełny sens istnienia, tajemnicę ruchu gwiazd i elektronów; rodzą się w najgłębszych złożach instynktu, przeto też najbliższe są tajemnic bytu. Pachną miłosnym potem i kasztanami.
— Milo — Milo —
— An — ty —
— nazywasz się jak afrodis — wenus z Milo —
Wargami w tajemniczo i mądrze ukształtowaną konchę uszną, chłodną i różową:
— Milo, jak było, powiedz, jak było —
— An, jeszcze nigdy tak nie było — jak ty to umiesz, jak to umiesz, kochanku najcudniejszy —
— to ty tak cudnie umiesz, Milo — daj ust,