Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/281

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


mionami, uderza się dłońmi w uda: — nie można, nie można w takim hałasie pracować; to wyraża jego gest.
Amelia pudruje nosek.
Inscipjent do reżysera:
— czy na dziś rekwizyty potrzebne — ? —-
— a co panu wczoraj mówiłem? — zapisał pan? gdzie pan zapisał? w notesie? sadzą w kominie pan zapisał —
To „zapisał pan?“ to stały konik reżysera.
— teraz niema już co zapisywać, po niewczasie! — robię dziś ucztę, kielichy pan dawaj —
— kiedy niema kielichów, posłałem do pozłocenia — uczta, to nie mogą przecie być drewniane —
— ja pana pozłocę i przechowam na drzewko! — za godzinę mają być! — inaczej szlak pana trafi — zapisz to pan sobie —
Znów jakiś skrzyp na pierwszym piętrze i smuga denerwującego światła.
— a tam kogo diabli po piętrach wodzą? — zamykać tam! — Cicho! — Jazda panie Lachowicz! —
Szczęsny: (— cały już połamany i chory, ofiara przemocy i podłego szantażu; nieomal płacze, tak też i mówi śluzowato —):
...to jest przecie — to się nazwać może postanowieniem... Odrzucam dziś od siebie mary. — Ty, lewiatku błękitny, zwiędły we włosach Sally, rzucam ciebie także na falę — to się nazywa także postanowieniem...
Przesuwają się sceny na wyrywki; nie po porządku dziś idzie; próba raczej dialogowa, ta, a tamta sytuacyjna.