Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/243

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


stękiwał, że głodny, nic dziwnego, od południa nie jadły nic dzieci. Wreszcie zasnął w rogu kanapy. Przekręciłam kontakt, by mu światło w oczka nie świeciło i tak siedzieliśmy sobie w ciemnością czułam dwie główeczki przenajdroższe z dwu stron do mnie przytulone. Zosienka zaczęła nucić kolędy. — Wreszcie ostry dźwięk dzwonka.
Przyszedł. Odbyła się nasza ostatnia wilia. —
Na drugi dzień wyjechał do Zakopanego na kurs narciarski, „Ta pani“, zdaje się, z nim razem.
Cichutko spędziłam z dziećmi te dni. Henryś bawił się nowym autem, dziewczynka czytała książeczki, które jej aniołek przyniósł. — Przeczytała je prędko bo czas był brzydki, niepodobna było wyjść z domu. Po przeczytaniu prośba: „mamusiu, wyszukaj mi w bibliotece nową książkę, ładną i co jeszcze wcale nie znam, może być dla dorosłych“. — Idąc ku szafce już wiedziałam, co to będzie! to będzie jego książka! — odłożona wówczas przed pięciu laty, do której-to miałam powrócić tak prędko! — Zaklęłam Hankę, żeby mi, co tylko może, jego książek dostarczyła.
Niektóre czytałam z dziećmi — inne sama —
Czytałam — czytałam —
Tymczasem wakacje zimowe miały się ku końcowi.
Czekała pod kluczem zła trucizna, co miała zabrać matkę tym dzieciom... dziesięć krągłych pastylek czekało; czy czeka jeszcze? — nie wiem.
Książki Cyprjana wyczarowały dobro i piękno w tym złym domu żałoby.
Wspomnieć muszę, aby ukoronować makabrę,