Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/209

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


erotyzmu dość odległego, tego z pogranicza onanii i homoseksualizmu, spraw wiec ani złych, ani dobrych, obojętnych raczej i ściśle prywatnych — tu z racji nie wykonywania przez Cyprjana tych praktyk — były przejawem autoadoracji płci, osobowości, rozwałkowywaniem narcyzmu, niezadawalającego i częstokroć obmierzłego. — Jedynie ekshibicyjny pomysł szklanych domów nie znachodził się w tych projektach; natomiast „bukiety tęcz“ wywoływane wprawionymi w okna kryształami i soczewkami stostosowane były stale.
No i sprawa najważniejsza: były te manie zajęciem (wypełnieniem, mamidłem) — lecz nie były podnietą; bodźcem nie były; brakowało im pierwiastka tonizacji (usypiały raczej leniwo) i tego najdonioślejszego: wiewu hormonizacyjnego, któryby poruszał wszystkie organiczne maszynerie świadomości, przewietrzał „pod“ i przesuwał sprawną transmisją zdarzenia ku — poza momentami silnych i rzadkich napięć — tak trudno dostępnemu „nad“.
Tu był potrzebny, potrzebny i konieczny pierwiastek kobiecy. — Kobieta — zawsze ta sama, zawsze inna: wyzwalająca, natężająca, podniecająca — ruch i zapęd.
W tym wymiarze jawi się wszelka twórczość jako dno instynktu samozachowawczego i gatunkowego, zwycięskiej walki o samicę; ubarwienie i śpiewność, siła i sprawność, zagadnienie wyodrębnienia, przewyższenia, doboru, zwycięstwa, utrwalenia. — Tajemnica sztuki i tajemnica mowy jeden ma początek i jeden prazapęd. — Kobieta i poeta to są emanacje skrystalizowanej przyrodniczości (zasadniczych