Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/208

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


było wyrazem napierającej na organizm przyrodniczej poligamiczności i żądzy niepowściągliwej zamieszkania wewnątrz, w samym ognisku płci odmiennej — wielorako, bezprzerwnie; indywidualnie i zbiorowo.
Te sale, okna, drzwi, schody! — ten dookolny krajobraz skalisty, wądolny, szczelinowy, nigdy dostatecznie niezbadany, choć przecież znany: regres wulwiczny.
Ten, wreszcie, spermatoidyczny przerzut rzeki przepływającej przez wnętrzności sal i ziemi! —: ejakulacja połączona z fazą przedistnienia samoistnego w wodzie matczynego łona.
Indziej nadchodziły Cyprjana marzenia o skromnym, drewnianym, lub kamiennym domku —: dwa pokoje, jeden większy ze szklaną ścianą wschodnią: sypialnia; urządzenie najpotrzebniejsze, z heblowanej gładko sośniny meble, jasne, czyste, lśniące, żywiczne; otoczenie: las i wrzosowisko. — Oto wyraz czujnej nostalgii za umiarem i prymitywizmem, w który już żadne komplikacje burzliwe nie wejdą, bo i miejsca ni czasu na nie nie będzie; wszak mieszkać tu będzie skupienie.
Cały komplet tych i tym podobnych nawiedzeń strukturalnych był elementem zastępczym, sublimacją erotyzmu — jest jednak architektura kondensacją seksualizmu, monumentalna jeszcze dodatkowo ambicji i pychy, będących zresztą barwą i znamieniem płciowym, jak i wieże są ornamentalnie zróżniczkowanymi remanentami kultu fallicznego.
Sam podkład marzeniowy, tło na którym wyświetlały się zarysy architektoniczne był refleksem