Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/206

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


w okresach „między“ gotówki było zawsze więcej: dochody z wydania książki; cała forsa wtedy płynęła korytem manii. Zajęcie się tymi sprawami: skupywanie, segregowanie, odnawianie, spisywanie — przynosiło ulgę i zajmowało dokładnie umysł. Wkładał w ten surogat całą chemię i elektryczność mózgu, rytmu serca, pracę jąder; — bo też nie było to niczym innym jak sublimacją seksualną; ta cała mania zbieracka; przedmioty, które aktualnie kolekcjonował, wyczerpywały bez reszty pobudliwość wszystkich sfer erogenetycznych ciała, więc tymsamym i „psychy“ —
— bywało też, że w „między“ wplatały się fantastyczne planowania budowlane; całymi dniami rysował, obmyślał, konstruował — nocami wyśnioną (wszystkie widzenia senne obracały się koło budowli) architekturę.
Mania budowania była manią bolesną, albo nie dającą się zrealizować.
Rynki, place, zaułki, dzielnice, nowe arterie powietrzne i słoneczne — samotne domostwa w lasach i na szczytach gór, zachwytujące słońce i zatrzymujące je ciepłem i promieniowaniem ultrafioletowym na dni i miesiące bezsłoneczne (bujna wokoło roślinność południowa, tu na północy dogrzana rezerwuarami energii słonecznej).
Wewnętrzne ściany tych domostw powleczone masą, wchłaniająca zieleń łąk i drzew i błękit nieba, błękit i zmienność firmamentu od świtania po zachód, oraz misteryjny czad księżycowych nocy i nocy rozgwieżdżonych; ściany więc fotoczułe; nie płaskie szta-