Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/187

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— podkowa — ? —
— tak —
— dobry znak, omen —
— proszę, niech ją pani weźmie —
— dziękuję —
Ręce jej drżą bardzo, gdy tę podkowę od niego bierze.
(— podkowa jest znakiem płci, symbolem narządów kobiecych; odczynia uroki; voila! —)
Na szczycie wzgórza — cóż za wspaniały, rozległy widok na cała dolinę krętej rzeki — szmat ziemi żyznej i pogodnej — na widnokręgu pasma gór coraz bledziej w głąb błękitniejące, ostatnie wtopione w zamgloną modrość nieboskłonną — powiedziała;
— długo byłam militarystką, teraz już nie jestem —
— tak? — skonstatował chłodno.
Poszli w stronę futoru bielącego się pośród jesionów i topól.
Odprowadził ją do mieszkania.
Izdebka schludna; znał ją zresztą; odmieniona dzisiaj sośniną porozwieszaną na ścianach.
Drobiazgowa dbałość we wszystkim; porządek, czystość.
Rozmowa; no, taka — z odległym sensem; zdania jak płot grodzący ogród, żeby nikt obcy nie wszedł; — że tu pięknie; o literaturze; i czy dawno?, i czy na długo? — pan tu stale? — tak.
Tutaj dopiero rozmodrzyły się jasno jej wspaniałe oczy; nic nie zmienione, młode, świeże.
I — że tu bardzo poetycznie — mówi ta pani:
(tak: ta pani!)