Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/165

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Dobrze się już z krwią wino pomięszało.
Wrzawa rośnie.
Pozamykano przezornie drzwi od kuchni na kurytarz.
— żeby nie gorszyć —
— zakonnic —
— żeby nie przeszkadzać —
— umierającym —
— żeby nie wieść na pokuszenie —
— zdrowych —
— cóż wy tak litanijnie — ? —
— samo tak — my nic —
— bihme, że samo —
Maas nagle konspiracyjnie:
— a co wogóle? — co pan myśli, co teraz — ? —
— z czym — ? —
Już całkiem tajemniczo:
— no — właśnie —
— ach, o to wam chodzi! Cóż ja wieszczek jestem? —
— nie to — ale przypuszczenie —
Niechętnie o tym teraz, więc tak — fra7eoidalnie —:
— teraz już pójdzie raźno, z oporem, ale raźno — idzie o zmontowanie frontu, i to się robi — choć jeszcze rozbieżności, duże nawet — lęk, trochę parszywy lęk o władzę, parszywe o nią targi — lecz wszystko to się zniweluje, instynkt zwycięży zagadnienie główne, żeby masy chłopskie z masami robotniczymi — — tu trzeba trochę liczyć na instynkt—
Oborski wsparł się o łóżko — półleżąco przynuca sobie piosenke: