Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/163

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


tańczyło bractwo, piło — też się i urżnęło — z figli powypruwaliśmy pęcherze z umarlaków — nadymaliśmy — fruwało to jak baloniki — heca, mówię wam, heca —
Zanosił się śmiechem; rżał. Był już blady; pił zbyt nagle; był z tych, którzy bledną — cerę zresztą miał śliczną, alabastrową — a teraz wargi, zawsze u niego czerwone, były ciemno purpurowe jak burgund — do tego te czarne, zrośnięte brwi gęste nad skośnymi oczami, ostra szczotka przyciętych wąsów — bardzo wszystko razem efektowne.
Teraz zaczął nucić; sam, jeszcze nie było dostatecznie winnego zapędu na chór; to potem; solo więc zaczął:

— nasz praszczur Noe mędrcem był
i chadzał w czci przed panem —
fi — fi — fi — fi — fi — fi — fi — fi
lecz wino pijał dzbanem —

wygwizdał jeszcze raz melodię i nacichł; nieskoro śpiewa się samemu, w socjecie zwłaszcza.
— pamiętacie? — zawiesza Cyprjan swe zdanie na ostatnim gwiździe Oborskiego jak płaszcz na gwoździu — ech zapewne nie pamiętacie, doktorowie sławetni, zakończenie trzeciego aktu drugiej części Fausta — ? —
— wal pan —
— wogóle nie znam drugiej części —
Oczytany magik, Ester, wie oczywiście —:
— o tłoczeniu wina? — to to? —
— właśnie, właśnie —
— no to — lu! —