Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/153

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


A jednak, jednak... jeśli jeszcze jakaś szczypta złudzeń mistykalnych kołatała się w organizmie ludzkim — to w tej posępnej, ortodoksyjnej Wandei wymiata się to na cztery wiatry jak plewy młynkowane przy na przestrzał otwartych wrotach. Godność ludzką obrażało dzielenie jakichkolwiek myśli uczuć, przekonań z tą gromadą klechistańskich, tępych pyszałków wiedzionych za nos przez kler niemoralny, zachłanny, mściwy; rezerwat obskurantyzmu.

Tutaj też przypuścił Cyprjan pierwszy atak na synchedrion.
— a to naprzykład...
— odejdźcie! —
— tylko to jedno, pamiętasz, gdy...
— odejdźcie — zaklina Cyprjan — odejdźcie lata złe i złowrogie, lata smutku i gniewu, lata upadku i poniżenia] — Do diabła! — przecież tu obowiązuje obrządek szpitalny! — tak czy nie? — tak! — no więc! — Wobec tego, wyobraźni, która jesteś i kuźnią i wyzwoleniem, dnem nocy i zenitem dnia — wywołajże mi, proszę, w tej chwili zasłonę, niechaj gęsta i gruba, zapadnie nad grozą i niech ją odemnie odetnie — a na tej zasłonie wywołaj mi jeszcze obraz i dzieje... Mili;; — bo choć i tu czai się na dnie żarłoczny, wstrętny głowonóg... zapewne, żal i pewność bolesna, że nie umiało się — tchórzostwo! — załatwić sprawy — — cóż za wyrażenie spod ciemnej gwiazdy! — poprostu zabrakło siły na cięcie — — lecz są to lata podniosłości i wielkiego wiewu, lata stratosferycznych odkryć! —