Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/146

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Cały dom szeleścił, ocierały się oń wizje jak lwice.
Wybierali się razem na drugą premierę Cyprjana.
— i znów ona! — wszędzie teraz ona —
— no więc? — to dobrze, to ma wielkie znaczenie —
— juz ja tam dobrze wiem, co się za tym kryje —
— co wiesz — ? —
— wszystko —
— to istotnie dużo —
Myła się u siebie; rozmowa przekraczała drzwi przychylone — tam i z powrotem — zdania zderzały się w wąskiej przestrzeni między drzwiami a futryną, słowa potykały się o próg; trzeba je było — te same — dwa i trzy razy rzucać.
— tak jest, żebyś wiedział, dużo — wszystko! — Weszła naga do pracowni. Pełna, tłusta lecz bardzo ponętna.
Cyprjan był w płaszczu kąpielowym. Siedział przy biurku.
— ja nie chcę! nie chcę — słyszysz! — nie chcę! Mówiła zbyt głośno.
— słyszę, lecz — czego nie chcesz — ? —
— nie chcę! — dla ciebie tylko poezja, tylko sztuka, tak — — tylko to co z nią! — a to tylko pretekst — ty już wiesz do czego! — wszystko to — do tego — tak —
Wycierała szyję i brzuch szorstkim ręcznikiem; skóra poczerwieniała.