Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/139

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wzięcie zimne, przenikliwe, wrogie, obce; takie tez i oczy jego; i usta wąskie; ironia.
Wracała kiedyś z Wiednia; przyszła przed samym odejściem pociągu; przepełnienie; w jednym przedziale siedzi Wyspiański; jedno miejsce obok niego wolne; to jedno — wszystkie poza tym zajęte; — przestała całą noc na korytarzu i na platformie; żeby tylko nie z nim, nie obok niego. Niemożliwy.
Potem, gdy już był bardzo chory, odwiedziła go w Wągrcach; przemogła się; uwielbiała jego sztukę; opracowywała ich sceniczną realizację wizjonersko, maniacko, genialnie. — Leżał w brudnym posłaniu; barłóg; i izba taka; cała w poruszeniu, ponurzana w zjawach opętanego mózgu; — nakryty czerwoną pierzyną — nie człowiek już prawie — kamrat tych tam — z próchna podziemnego; — nos, ręce — okropność! — „przyszła pani — to dobrze, to dobrze“ — ucieszył się; uciecha jego — w tej mgle egzystencji — jeszcze jednak egzystencji! — była uciechą cienia, który wydłuża się pod zachód — coraz dłuższy i wiotszy. Rozmawiali o teatrze. Fosforyzowały pomysły nienapisanego dramatu — walące się zamki i katedry — w purpurze wszystko, w płomieniach, w błyskawicach, piorunach — sąd ostateczny — sąd nad narodami — — a w przycichnięciu skroplonym potem: — „nikt tu do mnie teraz, umarłem zanim umarłem —“. Weszła żona; tęga zażywna, brzydka, brutalnie witalna; — spojrzał na nią z śmiertelnego barłogu; i długo patrzał — aż szkliste oczy zwęziły się i zalśniły — cały już był zmysłem, pociągiem, lubieżnością — — zdawało się, że za mo-