Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/112

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Część myśli zmaterializowana w kącie pokoju obok szafy z książkami — nastręcza się zbolałym, cierpiącym źrenicom w formie rozmaitej, niezdecydowanej; raz jest to sfinks lubieżna, pomrukująca jak kot, rozwierająca i zaciskająca po kociemu kiście lwich łap, z których copochwila wybłyskują ostre, lśniące kindżały pazurów — to znów jest to nędzna postać ludzka bez płci i wieku, w złowrogie przy odziana łachmany — policzki zapadłe, wyschnięte głodem i nędzą, oczy lśniące, zgorączkowane — nagle już obce, kocie, okrągłe, z soczewką czyhającej źrenicy — a teraz to już złoty posąg młodego robotnika — lewa ręka nakrywa daszkiem oczy wpatrzone w dalekość, w przyszłość, w widnokrąg obramiony lśniącą wstęgą światła — — zasuwają się te postacie za siebie, mglą i zatapiają konturami — w rezultacie są ruchliwą, wirującą masą cieni i świateł, rąk, pazurów, źrenic i kształtów — i są wyodrębnionym szeptem i domawianiem, podpowiedzią i szyderstwem, maligną i druzgocącym, kamieniejącym niepokojem — ; — szept jak wyostrzony lancet, jak żmijowy, nagły świder wbija się w ucho i mózg — i już to jest jakiś narząd z snu inkwizycyjnego — lejek wirujący, przez który sypie się ostry żwir i piasek — pęka czaszka pod naporem upiornego zsypiska — mózg bulgocącą masą przecieka przez szczelinę — sączy się krwawymi płatami, gorący i ohydny opada na okno — ścieka murem — wilgotnym klaśnięciem rozpryskuje się o betonowe dno śmietniska — czaszkę pustą i parującą napełnia kłujący żwir i szorstki piasek — — ten szept:
— były już bliżej, i bardzo blisko były —