Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/107

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


płciowy skowycze i wścieka się; — cóż się dzieje? — nic się nie dzieje, że ktoś tam inny włoży, zaraz z tego takie hece! — e, dajno, bracie, spokój, miłe to nie jest; potem taka ociekająca cudzą spermą; — świnia — ; — przypomnij no sobie; gleiches recht für alle — tyś niby co? — nie kuś, nic powiem, że to „całkiem co innego“ — i wogóle nic tu nie wyrozumujemy, po prostu chcę ją i jego, tego byka, zabić; i wtedyby mi ulżyło — — Cyprjan tak oto sam z sobą militarnie, sprośnie i ordynarnie rozmawia, bo jest urżnięty; wódką; nie pomogło wiele, właściwie nic; ciągle widział ten obskurny obraz; ją nawznak z podniesioną po pępek koszulą, rozkraczoną i ten przytłaczający ją, fantastycznie rozległy zad „tego byka“ — — wypił jeszcze literatkę monopolki haustem; — klnąc i bajdurząc wytoczył się z baru na ulicę; szedł wzdłuż muru — wódka i gniew copochwila szorowały nim ściany — szedł przed siebie i wciąż głupstwa mamrotał i pięści zaciskał. — To obijanie się jakoś ustało — ano, bo stoi plecami o mur wsparty; zorientował się, że stoi naprzeciw jej domu — tam, na szóstym piętrze — te dwa okna — świeci się w nich — tam na lewo jest łóżko — ; — komicznie mknęły przed nim jak gwałtowna powódź — domy, lampy, przechodnie; wszystko drżało, hojdało się, dwoiło i troiło; — ulica nagle zapadała się, przeskakiwała w dół — już mknęła jak na pasach transmisyjnych w górę, wysoko (— zimno!) już runęła w dół — ; — kamienice pląsały wedle tej ruchliwości terenu — były z jakiejś masy elastycznej — nie rozpadały się — rozszerzone dołem, wąskie górą — zmieniały nagle wymiary i pozycje — kauczuk — —