Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/087

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


trzy kroki wzdłuż, trzy wszerz
(tu niewiadomo jeszcze co),
— najlepiej ty o tym wiesz —

Wspaniały akt! — w kunszcie miłosnym pomysłowa, świadoma, dionizyjska. Nie mówili wiele — całkowicie pogrążeni w czynności ciał — porozumiewali się oczami, gestem, słowem zwięzłym, najpotrzebniejszym.
Po paru godzinach przypomniał sobie, że przecież Irka czeka — o ósmej! — Zapytał odniechcenia:
— która to właściwie godzina — ? —
Miała zegarek fosforyzujący na ręce —:
— dziewiąta —
— wyjdę jeszcze na chwilę — muszę, umówiłem się —
— ale wrócisz? —
— naturalnie — za jakąś godzinkę —
— pamiętaj, czekam; tu się sprowadzili jacyś tacy dwaj — sztrabancle — oblegają mnie od dwu dni, ale ja ciebie chcę, całą noc chcę dziś być z tobą — pamiętaj numer pokoju dwanaście —
Przyrzekł.
Irka leżała w łóżku. Była zmęczona. Czekała godzinę; przed chwilą położyła się. Opóźnienie było łatwo wytłumaczyć, koleje przecież kursowały tak nieregularnie! — Ucałował ją fingując nieco entuzjazm — poczym rozebrał się szybko (szkoda się dzisiaj wogóle ubierać, pomyślał, taki dzień) i bez zbytnich preludiów położył się na niej; nadspodziewanie chętnie przyjęła go w siebie; dlaczego dziś właśnie, a nigdy przedtem? — niewiadomo. Natychmiast zsunęła nogi i wyprężyła się pod nim jak