Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/084

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


pokoju, że to dawna z tą miłą Schoenową znajomość, więc wolała tu: przeprosiła, bardzo przeprosiła; ależ, cóż znowu, cała przyjemność po jego stronie, naprawdę, cały pokój nią teraz pachnie, ale ze mną to będzie gorzej; rozśmiała się mu blisko: figlarz! — i czy może jeszcze wejść do pokoju, zostawała drobiazgi; na chwileczkę; proszę; jeśliby nie było jeszcze pokoju wolnego, bardzo proszę rozporządzać moim — jest? — szkoda; — zabrała flaszeczki i mydło z umywalni, teraz przechyliła się poprzez łóżko, gmerała pod poduszkami: chusteczka i jakieś listy. Pozycja — wyprężone nogi, spad grzbietu ku nisko schylonej głowie, odsłonięty kark żywy i prężny — pełna gwałtownych pokus. Dotknął, pogłaskał nogi, kark — zaplątał palce we włosach jasnych i sypkich. Bardzo niskim basowym prawie głosem powiedziała całkiem spokojnie — tylko ten głos właśnie nagle przygrubiały z głębi krtani, od przepony, z tamtąd, z pomiędzy nóg —: no to chodź, prędzej! tylko mocno! — Dużo rozkoszy dała ta niespodziana, radosna przygoda — Gdy się nieco ogarnęła, położyła się na łóżku nawznak; wypoczywała. Usiadł obok i całował jej oczy i usta, uwieczniał dłońmi jej wspaniałe kształty. Po długim duszącym pocałunku, przechyliła głowę sennym gestem i rzekła:
— ładny jesteś, taki smagły — zamknij drzwi — rozbierz się —
Spełnił skwapliwie życzenie. Podczas zrzucania koszuli — tym niezręcznym ruchem przez głowę — zamglił się nikły zarodek wiersza:

— pokoik taki maleńki
(lub: pokoik taki nieduży)