Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/078

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dania, zadaje śmierć walce o własność. Dziś nie znamy już słowa własność — zniknęły też słowa: współnota i komunizm. Pojęcie rządzenie znikło a z nim i słowo anarchia, tak straszące ówczesnych łudzi. Komuż dziś chciałoby się rządzić kimś, oprócz siebie? — Było wtedy coś zupełnie niezrozumiałego, że pewien minerał wzbudzał chciwość. Złoto, dziś wytwarzane w dowolnej ilości dla celów technicznych, powodowało wojny. Jakieś kamyki lśniące przez oszlifowanie, działały na wyobraźnię pierwotną tak, że za jeden wielkości orzecha, poświęcano tysiące istnień ludzkich. Ponad wszystko zapanowały znaki, uprawniające do nabywania środków życiowych a nawet, co najszczególniejsze, do zdrowia, życia, niemalże całego człowieka — stały się wszechwładne, zaborcze, wszechmocne, jakieś magiczne talizmany hipnotyzujące i paraliżujące człowieka — nazywało się to pieniądzmi. Przed niszczycielską ich władzą można było ochronić się tylko człowiekowi-dziecku, wolnemu od chęci posiadania. Dziś, gdy istnienia inne odczuwa się również silnie jak własne, jest to nie do pojęcia, co za obłęd sprowadził na ludzi pieniądz i jego panowanie. Hindusi nie czcili wówczas pieniędzy, lecz krowy i stali przez to o wiele wyżej od reszty świata — wydali Gandhiego. Czymże były nagromadzone po miastach hinduskich stosy łajen krowich, wobec straszliwie śmierdzących składów łajna, zwanych wtedy w Europie bankami i giełdą. Z tych kloak czerpali śmierdzący handlarze pieniądze na fabrykację broni, by ludzie wzajemnie się wyniszczyli a im handlarzom śmierci, łajna w bankach przybywało. Kierowanie zniszczeniem i śmiercią ludzi, zwano po-