Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/054

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


spotyka; — choćbyście mi nie wiem co gadali, że to przesada, jednostronność i bzik — to jednak fakty będą przemawiały za tym bzikiem, a nie za waszą eunuszą filozofijką, wykastrowanym światopogląd dem; — ale teraz to już odejdź — odejdź — odejdź — odejdź — ; — niecierpliwe palce wyczuły szelest listów pod poduszką — listy! od Mili jest, i od Maury jest i od przyjaciół dwu drogich, osobiście nieznanych (może tym droższych? któż to wie!) od Pawła (nie mieszać, do diabła, z Pawełkiem Szpasiem) i od Mariana (chyba nikomu na myśl nie przyjdzie, żeby to mógł był Marian Alojzy Powołowicz; pamiętajcie!!) — — przeczytać, przeczytać — — a ten tu o takich racjach fizykach, że Kaśka niema butów — idź już, wyjdź! — idź już, wyjdź! — niech cię szlak trafi! —)
Ostatecznie po godzinie odszedł; (— to sugerowanie między oczy to bujda! —); zostawił tomik poezji „Słoneczny rajd“, dodatkowo plik wierszy na maszynie przepisanych, dodatkowo dramat w rękopisie: „na konkurs go pisałem; konkurs na dramat ludowy; po roku mi odpisało sławetne jury, że na ludowe sceny zaartystyczne i zaskomplikowane; więc ja z tym do teatru prawdziwego, wysłałem polecone — po dwóch latach odpisało też sławetne kierownictwo literackie, że za mało artystyczne i nazbyt uproszczone; — ja ci tu poprzypinałem spinaczami całą tę korespondencję, recepisy etc, zorientujesz się; — ale pech — co?“, „istotnie pech“ —)
I jeszcze:
— a Dorę pamiętasz — ? —
— no, jakże —