Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/051

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— naturalnie, jak jeszcze — ; — na oczy tego pierwszego tomu nic widział; nie wiedział nawet! —
— no i co? — zainteresował się galwanicznie Łukasz —
— świetne! nic przypuszczałem nawet, naprawdę —
— a który wiersz ci się najlepiej podobał? —
(— Cyprjan oka nie spuszcza z tego miejsca pomiędzy brwiami —)
— właściwie wszystkie —
(— już w tych listach będzie coś strasznegol) — a ten o „stróżu nocnym“ — co to o szarym świcie zamiata trotuar — ? —
— wiem, pamiętam, kapitalny! — trochę może pod koniec rozwlekły —
— przecież to krótki wiersz —
— ja wiem; mnie nie idzie o długość formalną, tylko, wiesz, o takie nagłe spięcie — jabym to, wiesz, jednym słowem, albo wykrzyknikiem —
(— to przecież wtedy spotkałem pierwszy raz Milę, gdy wracałem od Łukasza — była bez kapelusza, włosy zwichrzone zakrywały jej pół twarzy;— i oczy! najpiękniejsze na świecie! —)
Wypiszczyk mówi, że to ciekawa uwaga; żeby on to był pierwej wiedział! nawet miał taki zamiar pierwotnie — rozstrzelone: stróż — s osobno, t osobno, r osobno — kreski między literami, na końcu wykrzyknik; straszliwym głosem, wychrypią:
— str—ó—ó—ż —
Cyprjan powtarza mechanicznie:
— str—óż —