Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/049

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— zdrowieję już po prawdzie; czwarty miesiąc —
— świetnie wyglądasz — i odmłodniałeś —
— dziękuję ci — wydelikatniałem, tyle miesięcy w łóżku —
— świetnie, świetnie — przycmokiwał Łukasz; —
— nie mógłbym tego o tobie powiedzieć, kochany; — rzekł tak. bo wiedział, że Łukasz szczyci się swym wyglądem i bardzo zawsze raduje, gdy mu kto powie, że źle wygląda. Rozśmiał się też Wypiszczyk spalonymi wargami — odsłonił kilka luźnych zębów żółtych i spróchniałych — poza nimi czarna otchłań —
— pomogło do emerytury; ja wyjątkowo źle wyglądam, jak głodomór, rekordowo, ja wiem, lecz zdrów jestem jak tryk —
— już na emeryturze jesteś? — Nagła nuda, okropna! i niecierpliwość: listy! — kiedyż on pójdzie?! — kiedy — kiedy —
— dziewięćdziesiąt pięć procet niezdolności, zdrowie, uważasz, zdarte w służbie zawodowej — wogóle komisja chciała mi dorożkę zafundować; ale ja pieszo i prosto na wódkę —
(— co mnie to obchodzi! — zniecierpliwienie ogarnęło cały organizm; porusza pod kołdrą nogami jak na rowerze —)
— tyś zawsze taki śpasowny; i pijesz wciąż? —
— ha, pytasz! — ojciec mój był kelnerem; mam to we krwi — i ten mój wygląd — ojciec mnie zrobił nad ranem, bo kiedyżby? — Kiedyindziej czasu nie miał, dziś jest zwąizek zawodowy, ale