Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/045

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


obecnej żywotności seksualnej, 2) bronił się przed nieśmiałością, napadającą go w pierwszych zwłaszcza chwilach poznania się z obcymi ludźmi, 3) — w tej chwili zagłuszał niepokój i dręczącą niepewność, że coś się stanie, coś nad wyraz bolesnego i przejmującego.
Rozmowa przy obiedzie pierożyńskowata, „taka sobie“; premierowa.
Wszyscy się dowiadywali skąd, kto, co i jak i gdzie; że to właśnie Powołowicze, i że Porohokotycze i właśnie Podlibliszki też. I Petersburg! — piękne miasto, bardzo piękne; było, bo już nie jest; bo Petersburg to stolica wielkiego państwa, więc dwór i to wszystko; — co za szerokie ulice; perspektywy; białe noce; nigdzie takich zabaw, takiego przepychu jak tam; pamiętają, jak raz w karnawale... napewno tam wrócą — śmieje się zdrowo i miło i lekko zezująco pan Marian Alojzy — jak tylko bolszewicy padną; a to już«już, z dnia na dzień; przecież nie sposób, żeby taka hołota niegramotna mogła się długo utrzymać, i tak nadspodziewanie to długo trwa; rewolucjonery sobacze!
Nato Rzykowski, trzęsąc olbrzymią dolną szczęką, a to tak zawsze gdy był wzruszony, a znów wzruszony był zawsze, pasjonat i neurastenik, że i jego aktorzy to też rewolucjonery i sowicinicy, a najgorszy to Zelwerowicz, że gdyby przyszło co do czego u nas, ale to na szczęście niemożliwe, to on ten Zelwer byłby prowodyrem i komisarzem zapewne, taki czerwony, to agitator bolszewicki po prostu; najgorsze, że zwolenników ma dużo, bo tak antre nous, aktorzy to straszna banda, tak jak to pan