Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/393

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Teraz poznali się. I — o dziwo! — Wisia polubiła panią Helenę; jedną z dwu kobiet, dla których żywiła szeczerą sympatię — —
(— bo i Jadzię Ziemięcką — ale to później —)
zachodzili często do tego nieco dziwacznego mieszkania na Krakowskim; — najpierw sień długa — potem podwórko brukowane, obramione krzewami bzów i tawuł, — olbrzymi kamienny lew, krewny tych leżących przed gmachem prezydialnym rady ministrów — obok tego samotnego lwa wejście na strome, załamujące się w prawo i w lewo schody — i tu; — pokój duży, sala raczej, podzielona szafami, kredensami, pólkami na kilka przestrzeni i sfer: tu kancelaria, tu sypialnia, a tu salonik, a tu jadalnia; — schludność wszędzie nadzwyczajna; zawsze jasny, czysty dzień; a wszędzie sztuka ludowa lub przemysł ludowy; to przeważa; lecz są i płaskorzeźby Wittiga, akwaforty Pankiewicza i kapitalne rysunki Wawrzenieckiego, genialnego majstra i wizjonera, który czeka na swego odkrywcę. — Pośród tych z uroczym umiarem rozplanowanych przedmiotów — gospodyni miła, rosła pani o pulchnych, rumianych policzkach, ślicznych oczach z nieco ciężkimi, ciążącymi powiekami — uśmiechnięta, ruchliwa, czynna, dbała — ; — z uczuciem autentycznego wzruszenia, z miłością wypomina się ten krótki okres pani Heleny kolorowym uśmiechem w pamięć wpisany — (— nawet niewiadomo kiedy powróciła tratwa podłogi dalekich wód; — jest jak poprzednio i jak zwyczajnie: podłoga pośród konsekwentnych ścian —)
niema cię już dobra, entuzjastyczna pani; rzad-