Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/366

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wypełni czy zareprezentuje fazę przemian, tę, którą tak nazywamy, jak to właśnie pan nazwał —
— domyślam się, kogo pan ma na myśli —
— mniejsza; to tylko chcę powiedzieć, że idzie, drogi panie o olbrzymią sprawę, o definitywną rozgrywkę pomiędzy umierającym światem, galwanizowanym nacjonalizmami, szowinizmami i zbytkiem zaufania w tanki i gazy a światem rodzącym się z oparów krwi, stąd ten wschód dnia taki czerwony, ku południowi zasobnemu —
— tak —
— urzeka i straszy oblicze nowego średniowiecza; — jakże się ludkowie radują tą obślizgłą definicją; każda facetka już mówi: pan wie? idziemy ku nowemu średniowieczu; najwięcej szafują tym słowem ci, którzy wogóle o ponurości średniowiecza nic nie wiedzą, lub zakapturzeni mnichowie i sadyści bez przydziału; w przełomowych epokach masa ludzi czeka na swój przydział —
— no? —
— dla mnie istnieje pewnik wydobywania się: z ponurości ku radości, z nocy ku światłu; — wskazuję panu na etap ewolucyjny ja — woluntariusz... panu — oficerowi, przepraszam, przodownikowi..., śmieszne to, nieprawdaż — ? —
— woluntariuszostwo takie to chluba —
— czyja —
— pańska —
— dziękuję! —
— i nasza —
— nie moja, nie wasza — tylko idei! — i nie chluba tylko prawda