Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/367

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— a dalej — ? —
— w oczach naszych wyłania się dość zdecydowanie zarys rozległego frontu — spójrz pan na ten łuk idący od Francji, Thorcz, po przez Asturię ku Katalonii, Caballero — oto napięty łuk z dalekonośną strzałą, wymierzoną w Europę —
— ja tu jeszcze krwawe rozprawy wyczuwam, za dużo reakcyjnych mas oficerskich zgromadzono na terenie marokańskim — taka junta jest niepokojąca —
Cyprjan zamilkł; nagły błysk rozświetlił przestrzeń — i wyłonił błyskawicą fosforyzujący obraz olbrzymiego rozbielonego miasta — bloki domów światłem górnym jak śniegiem pokryte — długa, ginąca w rozdrganym ciepłym powietrzu — zatłoczona groźną masą ludzką — głowa przy głowie — pochód wielotysięczny — tu i ówdzie roztrzepotane ręce i pnie twardych pięści —
Błysk gaśnie. Ciemno. Gęsta noc, przez którą przewala się daleki, rozgłośny w nagłej ciszy tej, szum pękających wód — — Błyskawica! — Teraz widać na pierwszym planie zatarasowanie — niewiarogodnie wysoko spiętrzona barykada, jakby się wieża zawaliła — stłoczone belki, cegły, bruk — pozbijane bezplanowo przęsła i przegrody — zarys geometryczny gwałtu i przemocy — na kanciasty wy» stęp czołga się — okropny stwór — ni to gąsienica czarna — ni to poczwara groźna — trumna wypychana od dołu natężeniem gniewnych, upartych rąk — — z trumny przez przednie wybite denko wystają ni to ślepia ni to potworne żwacze — grube po-