Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/354

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


codopiero była mowa — i ona to, wola, jest spirytus movens elementów wymienionych ad 1), 2), i 3).
Przewodniczący srogiej komisji enthebunkowej w Opawie, otyły, łysy, z bokobrodami a la Franciszek Dobrotliwy, generał Iks — kazał Cyprjanowi pokazać język — delikwent uczynił to nie bez odrobiny satysfakcji; na widok biało obłożonej masy wydobywającej się pokaźnie z rozdziawionej jamy ustnej, rzekł generał:
— i z takim językiem pana wzięto do wojska? —
— wtedy miałem bardziej, że tak powiem, różowy —
— no, chyba —
Nachylił się gruby generał Iks w stronę również łysego, pomarszczonego pokurcza, drzemiącego smacznie członka komisji, pułkownika Ypsylon i szepnął z naciskiem w pęczek rudych włosów wystających jak brudny kłak waty z ucha:
— sądzę, że „c“? — ha — ? —
Pomarszczona twarz pułkownika skurczyła się w szerz, palec pułkownikowski wytrzepał z ucha nagły świąd powstały przez poruszony falami głosowymi pęczek włosów, usta pułkownikowskie wyszepleniły:
— ce? — rozumie się! —
I obtarł pan pułkownik ściekającą z prawego kąta ust długą, ciągliwą ślinę, popatrzał czerwonymi oczkami na Cyprjana i powtórzył płaczliwie:
— rozumie się, rozumie — tak; no i co — ? — Lecz generał Iks chciał być skrupulatny, więc zapytał surowo i chrząkliwie: