Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/342

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


We wszystkim był wogóle rozgardiasz, nerwowy pośpiech; sproszkowane godziny dmuchające w mózg, jak perski proszek w letniskowe, niewygodne łóżko; ani jednego przejaśnienia myśli; mgła, do ogłupienia ostatecznego; — dziwota? — : żeniaczka, wojna, pełno nowych, niepokojących pomysłów pisarskich; a najbliżej: wojsko, a jeszcze bliżej: wyjazd do kadry — — wystarczy!
Wieczorem przyszła pani Kle — spowodu żałoby nie zjawiła się na weselu; mąż jej umarł przed kilku dniami. Córek nie zabrała bo to taki wieczór właśnie, to niestosowne i tak sama nazwa „noc poślubna“ ma już w sobie coś takiego, że panienki, nieprawdaż, i czy to potrzebne, teraz dużo mówi się o uświadamianiu, lecz ona uważa, że jak tylko najdłużej można, nieprawdaż, kryć, usuwać — a państwo jakiego są zdania? — Odpowiedziała matka: „właśnie, właśnie“.
Pani Kle to się zwiększała, to zmniejszała, to poszerzała się to chudła raptownie.
Teraz już tylko o tym mówiła — odpowiadając na „wyrazy współczucia“ — jak to człowiek bez jadła nieprawdopodobnie długo wytrzyma, tylko, że leżeć musi, bo tak to nie; panie odpowiadały grzecznie jak do fotografii „tak, tak, naturalnie“ lub jeszcze zgodliwiej i tak, jakby już dawno taką myśl miały, i że im to po prostu z ust wyjęto: „właśnie, właśnie“.
Długo jeszcze tak mówili; i dziwili się, pochylając grzecznie korpus ku mówiącej, gdy pani Kle zapewniła, że jji, jji — taki był wyschnięty i lekki,