Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/311

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


łez na myśl, na przewidywanie jak bardzo, jak nieskończenie — po zrezygnowaniu z wmówień i udręk nieistotnych — mogłoby być pięknie, szlachetnie, dobrze wszystkim pospólnie — za darmo, słyszy pan? — za darmo bez ofiar krwi, nędzy, niewoli, życia, które nie wraca nigdy — — temu wzruszeniu dorównuje rozpacz, że silni i bogaci nie popuszczą dobrowolnie na cal swej podłej władzy, że więc —
— wszystko trzeba wywalczyć —
— więc o to tu teraz idzie; wiadomo: w obecnych ustrojach niczego się zrobić nie da w pełni, o ile się w ogóle da coś zrobić, a wszystko tylko, i to z wysiłkiem, po łebkach, połowicznie — — więc dziś o nową formę walczyć to obowiązek każdego uczciwego, dobrze zorientowanego człowieka; nade-szła też i dojrzała pora, w której trzeba się wyraźnie zdeklarować, albo tak, albo tak — bez krętactw, niedomówień i półdeklaracji; wybrałem front; stawiam sprawę jasno; — idzie mi tylko o jedno, o przekazanie najlepszym, najbardziej przewidującym — czujności, aby przez etapy dojrzewania nowego ustroju i przez sam już zwycięski ustrój — anarchizm wolnych to znaczy w pełni etycznych był celem finalnym — droga do niego wiedzie tylko przez wielowiekową dyscyplinę socjalną, rząd pracy —
— gardzę utopiami —
— źle pan robi; i dla siebie szkodliwie; co nie stanie się prawdą zdobyta tęsknotą, co nie stanie się monomanicznym marzeniem — zwało się to niegdyś dość nijako pracą ducha — nigdy się nie zrealni; czyn jest zawsze wynikiem ekstraktem chemii mózgowej: myśli; lecz mniejsza z tym; ja też utopię zo-