Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/304

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Weszła siostra ze strzykawką; — zastrzyk przed rentgenem. Trochę dokuczne. Lecz tak jest właśnie dobrze w tej chwili.
— za pół godziny rentgen; pielęgniarka przyjdzie po pana, zaprowadzi —
— al right —
Realne zjawiska przeważyły.
Stał nago w sali przypominającej dno łodzi podwodnej. Maszynerie duże i skomplikowane, kable, druty, dźwigi, jaskrawy pęk światła gdzieś tam u góry, u sufitu; — kręcą się ludzie w metalowych, jakby tłuczonym szkłem posypanych, worach czy fartuchach; — w fałdach i załamach, na całej powierzchni tych mineralogicznych ornatów, pełza i skrzy się migotliwie polewa świetlana.
Jeszcze spora porcja papki bizmutowej. — Światło gaśnie — zaświeca się — znów gaśnie. Przytwierdzają ekran — oprzeć się każą — mocno o jakieś zimne sztaby i ścianki; — czemu pan tak drży? — Cyprjan wmawia w siebie opanowanie, równowagę „no spokój, spokój!“ — lecz cała ta szubienica, czy gilotyna trzęsie się jak w epilepsji; — lekarz uspokaja — lekarz, lekarze, lekarka —; są już sami zdenerwowani; to się udziela; — i, że trzeba, mówią, poczekać, bo przecież nie można zdjęć robić, gdy tak to jeździ na wszystkie strony; są wciąż cierpliwi i wyrozumiali — ale już ich to, i słusznie, irytuje bo co to jest, żeby... Wreszcie po chwili zdyscyplinowania się — przesuwa się ekran nieprzyjemnie chłodny i jakby wilgotny — płuca — serce — żołądek; tu najdłużej — na prawo, na lewo, znów na prawo; — co po chwila trzask i to ogłupiające bu-