Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/301

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


też w Neapolu, — wspaniały bronz, przedtym znajdował się w muzeum watykańskim w Rzymie, teraz nie wiem gdzie jest: nimfa leżąca, rozrzucona nogami i rękami, nad nią schylony jak nad źródłem faun całuje zachłannie jej kobiecość, — wreszcie Piero di Cosino, Bócklin, Stuck i — Jacek Malczewski —; ten zabłąkany na polskie podwórko faunik w rozmowie z pasterką indyków, a zwłaszcza te dwa fauny grające na piszczałkach — a jest wiosna, drzewa puszczają soczyste pędy, przed rozległym domem, odłożywszy konwie, stoi rozkraczona, zwalista dziewa, ręce w boki wparła: roznosi ją! — — o, widzicie, jaki jestem trzeźwy — maniak-monografista: „pierwiastki fauniczne w sztuce“ — to już wolno, historyk sztuki, do usług — — a wy zaraz lekarza —
— błagam was — połóżcie się —
Zaśmiał się Cyprjan krótko i głośno —:
— Faun — przez u — Faun i muzy — oto obraz, którybym namalował, gdybym był malarzem —
Po chwili; patrzy drwiąco Neringowi w oczy —:

— dziś ściekły wszelkie głosy, poszarzały łany,
a ja na wieczne życie tułacze skazany
błądzić muszę po lasach — —

— no, chyba nie jestem obłąkańcem (— czy siebie tak uspakajam — ? —), gdy tak spokojnie recytuję — i to własne, dawne, zamierzchłe wiersze — ? —
— to nie jest żaden dowód —
— tak to prawda —
Uspakajał się powoli; siadł na łóżku, palił papierosa.