Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/278

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wali; — ona go nawet w rękę — w tę, co (przeważnie) niosła ten opłakany wiecheć; była nawet tak łaskawa, że powiedziała: „ach! jakie śliczne goździki czerwone!“ o różach nie wspomniała, czym wykazała wiele taktu; takie rzeczy się pamięta! i jeszcze powiedziała: „co cię też podkusiło, chłopaku!“ — gdyby znała pochodzenie tego czasownika, idziwiłaby się trafności swego wyrażenia, lecz może wtedy nie użyła-by go!
W Wiedniu zakochał się do reszty; codziennie widywali się z Wisią; w nowych odmiennych warunkach; w obcym mieście; wtedy ludzie lgną do siebie; to sprzyja rozwojowi uczuć; uwyłącznia je. —
Chodzili tedy po galeriach i muzeach; całowali się przed „Salome“ Klimta i przed „Ganimedem“ Corregia, przed „Io i Iupiter“ też, i przed licznymi Rubensami i wspaniałymi Rembrandtami i przed anemicznymi księżnymi tak płytko i zwiewnie malowanymi przez Velasquesa, nawet przed pejsażem Courbeta, te kim niedużym z ślicznie modrym jeziorkiem — wogóle przed wszystkimi mistrzami świata; całowali się. Dobrzy, wyrozumiali mistrzowie wszystkich wieków, pochwalali te naturalne czynności, które już woźnym — o ile przy dybali tych dwoje — wydawały się niecenzuralne i dojrzałe do konfiskaty; biurokraci!! — I zaraz też za tą, mistrzów mądrych przychylnością dyskretną podąża największą jaką kula ziemska rozporządza, nagroda: kocha się ich dzieła, rozumie i pamięta na całe życie; miłość ułatwia wiedzę i rozwiera wszelkie tajemnice; czar zjawisk przyrodniczych i ich przedłużenie: dzieła sztuki — należy chłonąć w stanie zakochania; ina-