Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/277

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


przez cień — — wracają! już wracają! wracają bohaterowie do miłej ojczyzny, do łanów zbóż, ruczajów srebrnych, kwiecistych łąk, chłodnych, wonnych lasów, do ojczyzny rozległej pod modrą kopułą nieba — do domów, do chat, do izb, do dzieci, do żon — do matek wracają — — —
Ponad umarłymi i żywymi rośnie ogłuszający szum — wzmaga się, rośnie, potężnieje — ogłuszający szum wodospadu walącego ze stromych, wysokich skał w przepaść bez dna — — — — — — — —
Opustoszało.
Cyprjan powlókł się dalej.
Doniósł wreszcie ten bukiet na Heizingergasse obok parku na wałach tureckich — i tu pod wysokimi drzewami wypisana jest kościana historia wojny; i tu; wszędzie.
Doniósł; — na drugi kraniec miasta! — spocony, drżący ze znużenia; — pod koniec drogi obłędne myśli namawiały do rzucenia tego psiarstwa, położenia się gdziebądź pod ścianą; niech się co chce dzieje!
No — ale warte było tego wszystkiego, tego trudu i tego, między nami mówiąc, wstydu, którego się najadł po wszystkie czasy;; taka głupia natura ludzka; no bo i cóż wielkiego? bukiet dziewczynie nieść — ? — W tym cały sęk, że okoliczności postronne, towarzyszące tej, skąd inąd lirycznej raczej i naiwnej czynności, były niesprzyjające. To wszystko.
A warto było! — Wisia uradowała się bardzo; wycałowali się w ciemnym i zagęszczonym niepojętymi gratami przedpokoju; okrutnie się wycało-