Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/247

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dwu sióstr — najstarszy z rodzeństwa —) wisiał znak widomy tych czasów, o których nikt nie wiedział, czym są i do czego dążą — całkiem, pomyślał, jak dzisiaj — nawet w komunikatach różnic niema żadnych, te same okrucieństwa, te same hasła, aplomb jedynie brutalniejszy; owoczesnym znakiem była mapa, dużo tych map po wielu domach — po wszystkich niemal — zwłaszcza w pierwszych miesiącach wojny. W mapy te — odczytując dokładnie wiadomości z placów bojów — wtedy to sprawa Belgii i inwazja Hunów na Francję — wbijało się szpilki z nadobnie przymocowanymi chorągiewkami kolorowymi. Codziennie przesuwało się te chorągiewki; czasem nawet dwa razy dziennie: naprzód, wtył, wbok, przyczółek mostowy, twierdza, znów naprzód, o psiakrew znów wtył, teraz okrążenie, ofenzywa, defenzywa, oderwanie się od nieprzyjaciela — — manewry chorągiewek — miła zabawa i zajęcie pouczające, znajomość geografii, poglądowa; wszystko to dobre dopóki się nie wyczuło i nie uświadomiło, że każda wbita szpilka trafia w rozerwane trzewia, w rozpłatane czaszki — tylko zabity wróg jest nieszkodliwy mówi kodeks wojenny — w rozpłatane czaszki, w rozpryskane mózgi, w kałuże zaskrzeplej krwi, w stosy trupów, w jęczące konaniem usta i w oczy, w oczy, które już nigdy nie zobaczą dnia — — wtedy...
Groza wyrosła przed Cyprjanem jak czarna wieża — owa wieża, w którą strąca się trupy sępom na żer. Unikał tej mapy; w obliczu schludnych papierowych chorągiewek, które oznaczały mękę, śmierć, pożogę, ostatnie upodlenie zgonionego par