Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/245

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wzrostu, więc głowa jakkolwiek kształtna — zaduża; Maria, mówiło się: Myszka; młodsza: Wisia. Panienki, powiedzmy, leciwsze, nie dwudziestolatki — nie! — Młodsza była w wieku Cyprjana; Łatwo obliczyć. Figura u niej rozległa lecz bardzo zgrabna, proporcje zdatne — może piersi nieco za małe —, duże, czarne oczy — tak duże, że w pierwszej chwili pokaprysiło w Cyprjanie: wybałuszone, wronie; wargi duże, bardzo zmysłowe, dolna grubsza i wydatna: tworzył się pod nią dołek; dołek smakowity. Brunetka, odcień włosów granatowy jak skrzydła u gawronów: w sumie bardzo w typie i wyglądzie podobna do „la princesse Pelagie“ Vigée-Lebrun. No to tyle. Chyba jeszcze to, że trochę za blada, i kilka plam „wątrobianych“: na czole, górnej wardze i lewym policzku, nisko, przy szyi. Plus-minus wszystko. O reszcie nic się nie wie; o reszcie się dowiaduje, i to jest cała socjalno-obyczajowa „tajemnica płci“.
Wisia była bardzo miła, chętnie i zwinnie się z nią gwarzyło; nie serio zresztą; takie koszałki-opałki, teresfere, igry i gierki.
Dobrze, dobrze — ale była jeszcze pani Kle! — a tu już wiadomo, ba, od dawien dawna, bo już od jakiego półroku, a te sytuacje liczą się na godziny, jak na wagę ołowiu, wiadomo, że cała historia miała już tę gładką, pochyłą kładkę zejścia za sobą! — zwyczajnie: punkt wyjściowy, droga pod górę, szczyt — tu trwanie, zatrzymanie się krótsze lub dłuższe, mickiewiczowskie: aaaa! — widoki, dalekie perspektywy, tutaj móc trwać! — i — pochylnia, zejście — najpierw jeszcze żartobliwie niemal z górki na pazurki — a potem już na łeb i szyję; — tak też i teraz